Dzieje bajeczne Polski

Lech i gniazdo białych orłów

Lech

Dawno już, bardzo dawno, trzech braci, Lech, Czech i Rus, rozeszło się w trzy strony świata, aby założyć sobie nowe państwa.

Lech udał się na północ. Szedł długo przez wielkie, nieprzebyte puszcze, które okrywały wówczas naszą ziemię, przedzierał się przez gąszcze, przebywał moczary, kierując się jedynie słońcem lub biegiem wód, aż wyszedł na równinę nad brzegami Warty. Zachwycony pięknością kraju, żyznością ziemi, obfitością ryb i zwierzyny, postanowił tu się zatrzymać i gród sobie zbudować.

Grodem nazywano wówczas miejsce bezpieczne, gdzie można się było bronić przed napaścią nieprzyjaciela. Były to najczęściej drewniane domy, otoczone ostrokołem, to jest jakby parkanem z ostro zakończonych kołów, a niekiedy rowem i wodą. Kiedy w puszczy z rozkazu Lecha ścinano drzewa na budowę grodu, znaleziono całe gniazdo białych orłów. Lech wziął to za dobrą wróżbę i białego orła obrał sobie za znak wojenny, a gród, który zbudował, nazwał Gnieznem.

Wznosząca się obecnie nad Kruszwicą tzw. mysia wieża nie ma wiele wspólnego z legendą o Popielu. Została wzniesiona w wieku XIV wraz z resztą zamku przez Kazimierza Wielkiego. Zamek popadł w ruinę po zniszczeniu go przez Szwedów w wieku XVII.

Popiel

Niedaleko od Gniezna, nad jeziorem Gopłem, wznosił się gród Kruszwica. Tam mieszkał książę Popiel, jeden z następców Lecha i rządził krajem groźnie i surowo. Chciał większej władzy, niż mieli jego poprzednicy. Chciał rządzić sam, nie pytając nikogo o radę. Żona Niemka opowiadała mu nieraz, że tak rządzą książęta w Niemczech.

A w Polsce z dawna był obyczaj, że kniaź w ważniejszych sprawach zwoływał na radę starszych kmieci czyli gospodarzy, właścicieli ziemi. Taka rada, z kmieci złożona, nazywała się wiecem.

Popiel nie chciał zwoływać wieców, a kmiecie rozgniewani o to, nie chcieli chodzić na wojnę, odmawiali mu posłuszeństwa.

Popiel się obawiał, że z tego zatargu skorzystają jego stryjowie: połączą się z kmieciami i odbiorą mu władzę. Zaprosił więc stryjów na ucztę, żona przyprawiła trucizną miód i wino i otruła wszystkich. Trupy wrzucono do Gopła.

Zbrodnia został jednak prędko ukarana. Z ciał potopionych stryjów wyległy się tysiące myszy i wyruszyły wszystkie do Kruszwicy, prosto na dwór zbrodniarza.

Przerażony Popiel, nie umiejąc walczyć z takim nieprzyjacielem, ratował się ucieczką i z całą rodziną szukał schronienia w murowanej wieży, wznoszącej się pośród jeziora na wyspie. Lecz myszy popłynęły za nim, dopadły go na wieży i zagryzły.

linki:
Kruszwica
Gopło

Legenda o smoku wawelskim została upowszechniona przede wszystkim za sprawą Kroniki Wincentego Kadłubka – jednego z najważniejszych dzieł literackich polskiego Średniowiecza. Po Kadłubku już nikt nie wątpił w prawdziwość tej legendy.

Krakus

Nad rzeką Wisłą, daleko od Gniezna, stał mocny gród Kraka na górze Wawelu.

Krakowy gród przezwano też Krakowem. Bezpieczny był, bo na górze położony, z jednej strony oblany Wisłą, spokojny pod rządami mądrego i dzielnego księcia. Kmieć tu bez trwogi orał żyzną ziemię, kupiec sprzedawał towar, rzemieślnik wyrabiał potrzebne narzędzia, każdy wiedział, że nad nim czuwa Krakusowe oko i ramię.

Lecz stało się nieprzewidziane nieszczęście: w jaskini u stóp góry zamieszkał smok okrutny i zaczął mordować bezbronnych mieszkańców. Z pastwiska porywał bydło, ludzi, idących drogą; nie lękał się najsilniejszych, uzbrojonych w łuki i ciężkie maczugi. Skóra jego poszyta była twardą łuską, której żadna broń nie szkodziła: nikt go pokonać nie mógł.

Wtedy Krak postanowił podstępem pokonać wroga. Rzucono mu barana wypchanego siarką, a gdy smok go połknął, uczuł w sobie straszny ogień. Chciał ugasić go wodą z Wisły i pił tak długo, aż pękł.

Odtąd lud bardziej jeszcze pokochał Kraka, mądrego opiekuna i obrońcę, coraz więcej mieszkańców osiedlało się u stóp grodu, w którym mogli zawsze znaleźć bezpieczne schronienie, i sława Wawelu rosła.

Na koniec Krakus umarł. Wdzięczny lud usypał mu wielką mogiłę, na którą podobno w rękach nosił ziemię.

Na pamiątkę tego do dziś dnia pod Krakowem na kopcu Krakusa odbywa się corocznie obchód, zwany „Rękawka” t.j. przynoszenie ziemi na mogiłę w rękach i rękawach, ażeby ślad jej nigdy nie zaginął.

Według innego podania smoka zabił syn Kraka, noszący toż samo imię; inni znów utrzymują, iż uczynił to szewczyk Skuba.

linki:
smok wawelski

M. Piotrowski: Śmierć Wandy

Wanda

 Wanda leży w naszej ziemi,
Co nie chciała Niemca –  


Po śmierci Kraka zostało dwóch synów, ale młodszy, zazdroszcząc bratu władzy, zabił go i za to został wypędzony z grodu. Wówczas obrano księżną córę Kraka, piękną i rozumną Wandę.

Kochana przez lud cały, Wanda rządziła mądrze, sprawiedliwie, mężnie. Walczyła w boju, sądziła spory, pracowała nad utrwaleniem szczęścia i bezpieczeństwa swego kraju. Sława jej rozchodziła się szeroko.

Zasłyszał o niej książę niemiecki Rytygier. Zapragnął pięknej żony i pięknej ziemi polskiej, więc przysłał swaty do Krakowa, grożąc wojną, gdyby Wanda nie chciała go przyjąć za męża.

Rytygier słynął także męstwem i odwagą, wojna z nim była bardzo niebezpieczna. Ale Wanda nie chciała dać swemu ludowi obcego pana. Odrzuciła żądanie niemieckiego księcia, żeby zaś w nieuniknionej teraz walce zapewnić narodowi swojemu zwycięstwo, poświęciła siebie na ofiarę bogom i rzuciła się w nurty Wisły.

Wydobyto jej ciało i pochowano z wielkim żalem całego ludu, a na mogile usypano znów kopiec wysoki.

O pięknym zaś czynie Wandy ułożono pieśń.

Kopiec Wandy w Krakowie: Marmurowa rzeźba orła wykonana według projektu Jana Matejki

Kopiec Wandy w Krakowie

Przypuszczalnie ten ziemny monument pochodzi z VII lub VIII w. Jak podaje tradycja, tutaj w nurtach wiślanych wyłowiono zwłoki księżniczki Wandy, która odrzuciwszy rękę niemieckiego księcia Rytgiera rzuciła się do rzeki, nie chcąc narażać pobratymców na najazd niemiecki. Legenda ta występuje często w pismach historyków i poetów. Najstarsza wzmianka dotycząca wyglądu kopca pochodzi z 1584 r. z "Herbów rycerstwa polskiego". Dawniej na szczycie wzgórza stała kamienna figurka Wandy, a na cokole wyryto po łacinie opis jej czynu. Zarówno figurka, jak i cokół uległy z czasem całkowitemu zniszczeniu.

W 1860 r. Austriacy otoczyli kopiec szańcem i stanowił on część fortyfikacji twierdzy Kraków. W latach 1888-1890 szaniec zamieniono na ceglano-kamienny fort. W 1890 r. Kornel Kozerski, obywatel Królestwa Polskiego, własnym kosztem kazał odnowić kopiec, a na jego szczycie osadzić marmurową rzeźbę orła, którą zaprojektował Jan Matejko. Na podstawie wyryty jest napis "Wanda" i miecz skrzyżowany z kądzielą. W maju 1842 r. C.K. Norwid w drodze do Włoszech zatrzymał się w Krakowie, który starannie zwiedził. Efektem twórczym były m. in. dwa dramaty: "Wanda" i "Krakus". Dramat "Wanda" rozpoczął dedykacją: "Mogile Wandy w dowód wielkiego poważania poświęca autor.

linki:
Kopiec Wandy

Piast, rysunek Walerego Eljasza-Radzikowskiego

Piast

Podczas rządów Popiela niedaleko Kruszwicy miał własną zagrodę zamożny kmieć, Piast kołodziej.

Szanowali i kochali go sąsiedzi, bo chętny był do rady i pomocy, uczynny dla każdego, mądry i gospodarny. Oprócz chaty i roli miał dużą pasiekę, która dostarczała mu miodu i wosku. Dobra żona Rzepicha pomagała mu w gospodarstwie.

 Właśnie podczas sporów z Popielem o wiece skończył lat 7 najstarszy syn Piasta. Była to dla rodziny bardzo ważna uroczystość, gdyż chłopiec z rąk matki przechodził pod opiekę ojca. W dniu tym urodzin dziecka obchodzono tak zwane postrzyżyny.

Na ten obrządek zapraszano sąsiadów i ugaszczano ich hojnie, aby upamiętnić dla nich to zdarzenie i zapewnić dziecku ich życzliwość. Piast i Rzepicha zawczasu przygotowywali dostateczny zapas mięsa i pieczywa, miodu i owoców leśnych.

Właśnie sproszeni goście zasiedli za stołem, kiedy w progu stanęli nieznani nikomu podróżni. Byli to dwaj młodzieńcy o jasnych i pogodnych twarzach; - zakurzone ich szaty świadczyły wyraźnie, że daleką przebyli drogę, - prosili o wypoczynek i posiłek. Byli przed książęcym dworem, ale ich tam nie wpuszczono, może znajdą gościnność pod wieśniaczą strzechą.

Gościnność i w pogańskiej Polsce była najświętszym prawem, obowiązkiem. Gość w dom – Bóg w dom – mówi stare przysłowie, a maluje ono wiernie, co czuł i myślał każdy.

Z radością też powitał Piast przybyłych, podał im wody, aby obmyli się z kurzu, i posadził za stołem, prosząc, aby jedli.

Tymczasem rozpoczęły się obrzędy.

Matka przyprowadziła biało ubranego chłopca, w płóciennej koszuli, z rozczesanymi długimi włosami, i powiodła go przed ojca.

Chłopak padł mu do nóg, a Piast go podniósł, uściskał, pokropił wodą ze źródła i ująwszy nożyce, przystrzygł mu włosy nad czołem.

Oddał potem nożyce najstarszemu z gości, ten uciął znowu długi pukiel, i tak koleją co starsi krewni i sąsiedzi strzygli po trochu włosy wkoło głowy dziecka.

Kobiety je zbierały, aby zakopać w ziemię.

Wtedy podnieśli się obcy podróżni, a jeden z nich przemówił.

- Pozwólcie i nam, bracia pobłogosławić chłopca w imię naszego Boga.

I zrobiwszy znak krzyża, dodał: W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego chrzczę ciebie, Ziemowicie. Niech błogosławieństwo Boże będzie z tobą, nad domem twoim i dziećmi twojemi.

Rozeszli się nakoniec goście, ale nazajutrz wrócili z wieściami, że kmiecie się zbierają, aby obrać innego księcia, Popiela nikt słuchać nie chce.

Ze wszystkich stron schodziły się liczne gromady, jedni szli pieszo, inni jechali na wozach, tamci znów konno, a nikt zagrody Piasta nie ominął. Każdy rad był usłyszeć jego mądre słowa i pokrzepić siły za gościnnym stołem. W Kruszwicy bardzo prędko głód zaczął dokuczać: okolica nie mogła wyżywić tylu ludzi, wielkich zapasów nikt z sobą nie przywiózł, a za to, co było, nie wystarczało dla wszystkich.

Gościnny kołodziej witał, podejmował, lecz w duszy rosła mu troska i trwoga: skądże dla tylu stanie? I co począć, skoro zabraknie żywności?

Z niepokojem pyta żony, co ma jeszcze w spiżarni. Biegnie Rzepicha zaraz do komory, ale po chwili wraca i opowiada z największym zdziwieniem, że zapasów nic nie ubywa, wszystkie statki pełne jedzenia, jak były.

Cieszy się Piast i dziwi, dziękuje bogom za ten dar ich łaski i śmielej teraz zaprasza, częstuje.

- Dobry z ciebie gospodarz – chwalą ze zdziwieniem goście – kiedy wystarczysz na takie gromady.

 - Nie moja w tem zasługa – tłumaczy wieśniak – Boża to wola i błogosławieństwo: świętych snadź ludzi ugościłem w chacie, bo odtąd mi nie ubywa zapasów.

Zdumieli się wszyscy, spojrzeli na siebie.

 - A jakiegoż nam szukać księcia, jeśli nie takiego, któremu bogowie sami błogosławią! Nad Piastem Boska ręka i opieka, Piast szczęśliwie nam rządzić będzie.

I zasiadł Piast kołodziej na tronie w Kruszwicy.

linki:
Piast
Ziemowit

Orzełek Kazimierza Wielkiego

Polskie orły

Najstarszy wizerunek (jeszcze nie heraldyczny) orła jako znaku polskiego widnieje na okolicznościowym denarze Bolesława Chrobrego z około 1000 roku. (Trzeba jednak zaznaczyć, że niektórzy widzą na tym denarze wizerunek innego ptaka: gołębia, koguta albo pawia).

Najstarsze przedstawienie orła w postaci zbliżonej do heraldycznej znajduje się na brakteacie Kazimierza Sprawiedliwego (około 1177 roku).
Natomiast najstarszy heraldyczny wizerunek orła widnieje na pieczęci Kazimierza I opolsko-raciborskiego z 1222 roku (na tarczy trzymanej przez jeźdźca).
Ponieważ jednak wspomniane znaki nie były dziedziczone, więc uznawane są za osobiste godła książęce nie zaś za herby. Z tego powodu uznaje się, że pierwszy herbowy wizerunek orła znajduje się na pieczęci Henryka Pobożnego (z około 1224 roku) jako herb księstwa śląskiego.
Najstarsze wizerunki ukoronowanego orła w herbie Królestwa Polskiego widnieją na pieczęci majestatycznej króla Przemysła II (z 1295 roku) i na o kilka lat młodszej płycie nagrobnej Henryka IV Probusa.

zobacz też:
Flaga i godło Polski

Studuj polstinuPolFonStudijní oboryStuduj na UPŽurnál onlineInterregSlavic networkČesko-polské lexikografické centrumcele i metody 2017
Aktualizováno: 31. 10. 12, vytvořeno: 12. 10. 12,

Přihlásit

Pro přihlášení na web zadejte svoje uživatelské jméno a heslo: